Naprawdę chcesz wiedzieć, co dodaje się do frytek z McDonalda w USA? Grant Imahara – amerykański ekspert w dziedzinie elektroniki i sterowania, do 2014 roku członek ekipy programu telewizyjnego „Pogromcy mitów” (Mythbusters) i autor wielu specjalnych efektów uzyskanych w nowej trylogii „Gwiezdne wojny” udał się bezpośrednio na linie produkcyjna McDonalda w USA, gdzie dowiedział się że popularne frytki rzeczywiście zawierają ziemniaki. Jednak inne składniki są dość niepokojące.

Jeden z nich to polisiloksan dimetylu – forma krzemu, który można również znaleźć w modelinie dla dzieci. Polisiloksan dimetylu jest substancją chemiczną, która jest używana w akwarium, jako składnik środków antyadhezyjnych (przeciwprzyczepnych) i odżywek do włosów. Można znaleźć również formaldehydy, wysoce toksyczne chemikalia, które są związane z uszkodzeniem mózgu, rakiem, alergiami i chorobami autoimmunologicznymi (grasiczak, ziarnica złośliwa, białaczka). Dochodzi do tego kolejny składnik w procesie produkcji frytek – TBHQ, czyli tert-butylohydrochinon.

TBHQ nie należy do najlepszych rozwiązań w przemyśle spożywczym. Spożywanie skrajnie małych ilości jest dopuszczalne, ale powodowanie nowotworów układu pokarmowego, nudności, wymiotów i dzwonienia w uszach oraz uszkodzeń DNA i zaburzeń wydzielania estrogenów u kobiet przy nadmiernym spożyciu dają do myślenia. Oczywiście efekty takie zaobserwowano dla dawek, które można przyjąć po wypiciu kilkunastu litrów oleju zabezpieczanego przed utlenieniem za pomocą TBHQ, ale skoro są lepsze rozwiązania, po co się truć? Stosowany jako środek zapobiegający korozji w paliwach typu bio-diesel, składnik lakierów oraz kosmetyków i mrożonych ryb. Zarówno Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) oraz Food and Drug Administration (FDA) w USA ustaliły, że jest on „bezpieczny do spożycia w stężeniu, które jest dozwolone w żywności”.

 

 

Źródło: dziennkinarodowy.pl

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ