W przeciągu ostatnich lat możemy dostrzec dziwną mentalność wśród terrorystów przeprowadzających zamachy. Jest nią zabieranie ze sobą dowodów tożsamości. Tak przynajmniej wynika z oficjalnych historii, jakimi karmią nas media głównego nurtu. Ale czy nie jest to dziwne? Gość idzie potencjalnie na samobójczą misje i zabiera ze sobą paszport? Cóż, tak było 11 września 2001 roku, kiedy „muzułmańscy terroryści” dokonali zamachu na wieże World Trade Center. Kiedy wieże zawaliły się, trudno było znaleźć cokolwiek, co zachowałoby swój pierwotny stan, nawet czarnych skrzynek z samolotów nie odnaleziono, ale udało się znaleźć papierowy paszport jednego z zamachowców.

7 stycznia 2015 roku w Paryżu po zamachu na siedzibę prasy Charlie Hebdo jeden z terrorystów uciekając z samochodu pozostawił w nim swoje dokumenty.

W dniu 13 listopada 2015 roku w Paryżu miał miejsce zmasowany atak terrorystyczny w różnych miejscach. Jednym z miejsc była sala koncertowa i okolice stadionu piłkarskiego. W tych miejscach zamachowcy popełnili samobójstwo dokonując detonacji. Przy ich ciałach znaleziono paszporty.

Atak w Nicei 14 lipca 2016 roku doprowadził do zabicia prawie 100 osób. Zamachowiec został zabity i jak się już pewnie domyślacie, znaleziono przy nim paszport.

19 grudnia w Berlinie terrorysta poszedł śladami zamachowca z Nicei i wjechał ciężarówką w tłum ludzi. Uciekając z niej zapomniał o swoich dokumentach.

Oczywiście wszystkie dokumenty wskazywały na muzułmańskie pochodzenie. Czy jest możliwość, aby te dokumenty zostały podrzucone tym ludziom? A czy ryby pływają w morzu? Niestety media głównego nurtu nie kwestionują żadnych informacji, jakie przekazują im władze, one wyłącznie powtarzają oficjalną wersje, w którą ludzie mają uwierzyć.

Wysoki zakres kontroli wymierzony w zwykłych obywateli na całym świecie z jakim mierzymy się obecnie, bez zamachów terrorystycznych nie mógłby się zamanifestować, lub przynajmniej zetknął by się z ogromnym oporem ze strony ludzi. Jest zamach – jest problem, jest problem – jest rozwiązanie – więcej kontroli, mniej wolności.

Kamil Bykowski.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ