Dziwi mnie trochę, dlaczego temat niedoszłego zamachu terrorystycznego we Wrocławiu obszedł się bez szerszego echa szczególnie w środowisku mediów alternatywnych. Dzięki temu incydentowi rząd otrzymał pretekst do wdrożenia ustawy antyterrorystycznej, która wpływa na nasze wolności.

Istnieje forma manipulacji umysłem zwana problem – reakcja – rozwiązanie, która polega na wykreowaniu problemu,mającemu na celu wywołanie wśród społeczeństwa odpowiedniej reakcji która ostatecznie doprowadzi do rozwiązania oferowanego przez tych, którzy skrycie stworzyli problem i obwinili za nie kogoś innego. Mowa tutaj o rządach i agencjach wywiadowczych lub tajnych służbach. Na przestrzeli ostatnich lat takich incydentów było dosyć sporo, wystarczy nieco poszperać w sieci.

Pierwszą wskazówką, jaka może wskazywać na metodę PRR (problem – reakcja – rozwiązanie) jest niewiarygodna synchroniczność pomiędzy przeprowadzonym, niedoszłym zamachem a głosowaniem nad ustawą ograniczającą nasze swobody. Ładunek został podłożony 19 maja, a głosowanie nad ustawą antyterrorystyczną odbyło się 21 maja. Dzięki szybkiemu rozgłosowi mediów o tym niebezpiecznym incydencie dowiedziała się większość polaków. Ustawa budziła kontrowersje i wielu nie zgadzało się z niektórymi przepisami, np. dotyczącymi obowiązkowej rejestracji kart pre-paid. Ponadto nigdy w Polsce nie istniało żadne zagrożenie terroryzmem. Nagle jednak jakiś młody mężczyzna, student, nie mający wcześniej żadnych problemów z prawem, nigdy nie będąc notowany zdecydował się przekreślić swoją przyszłość przez próbę dokonania zamachu narażając na niebezpieczeństwo kilkudziesięciu ludzi.

W takim przypadku podstawowym pytaniem jest dlaczego ktoś o takim profilu mógłby dokonać takiego poważnego przestępstwa? Według oficjalnej historii mężczyzna miał zadzwonić na numer alarmowy i zażądać 30 kilogramów złota. W razie gdyby ich nie otrzymał, zagroził, że w mieście zaczną wybuchać bomby. Początkowo nieoficjalnie łączono te dwa zdarzenia z tą samą osobą, wkrótce jednak zostało to potwierdzone przez krajową prokuraturę, że była to ta sama osoba. Jeśli rzekomy telefon faktycznie miał miejsce, dlaczego nie udostępniono nagrania?

Mężczyzna odpowiedzialny za próbę zamachu zeznał, że jedynie podłożył ładunek w autobusie, nie chciał nikogo zabić. W wyniku interwencji kierowcy autobusu udało się oddalić ładunek od pasażerów i dzięki temu zapobiec ewentualnej tragedii. Według rzekomego połączenia na telefon alarmowy, zamachowiec zagroził, że jeśli nie otrzyma złota, zacznie wysadzać bomby. Ostatecznie wybuchła jedna bomba, o bardzo niewielkiej sile rażenia. Więcej ładunków lub materiałów mogących się przysłużyć do skonstruowania bomby w jego mieszkaniu nie odnaleziono.

Niestety na tą chwile nie istnieją poszlaki wskazujące na to, aby ktoś sugerował mężczyźnie dokonanie zamachu.

Kto korzysta? Najbardziej na wydarzeniu z dnia 19 maja skorzystał rząd forsując ustawę antyterrorystyczną, która bez wydarzenia przekonującego społeczeństwo, że istnieje w kraju wewnętrzne zagrożenie, nie miałaby wyraźnego uzasadnienia.

W Stanach Zjednoczonych FBI znajduje osoby często chore psychicznie, bezdomne lub mający intencje dokonania jakiegoś poważnego przestępstwa i proponują im współpracę lub pieniądze za przeprowadzenie jakiegoś ataku terrorystycznego. W przypadku np. osoby bezdomnej, której zaoferuje się znaczną ilość gotówki, taka osoba zazwyczaj nie mając nic do stracenia, po prostu godzi się na taki układ. Kiedy jest w trakcie przygotowań lub ostatecznie przymierza się do ataku jest aresztowana za terroryzm. Takie zabiegi mają na celu przekonanie opinie publiczną, że oddawanie swoich swobód za bezpieczeństwo jest koniecznością, gdyż nigdy nie wiadomo, kto może być potencjalnym terrorystą.

Czy w przypadku niedoszłego zamachowca z Wrocławia było tak samo? Aby jakaś agencja proponowała mu przeprowadzenie takiej akcji? Na chwilę obecną nie ma poszlak, które by na to wskazywały, ale z czasem może to ulec zmianie.

 

Kamil Bykowski

 

 

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ